Konkurencyjność polskiej żywności w dobie umów handlowych UE – wnioski z debaty WorldFood Poland 2026

Czy Unia Europejska otwiera przed polską żywnością drzwi do świata, czy raczej wpuszcza konkurencję przez okno? Podczas tegorocznych targów WorldFood Poland czołowi eksperci branży rolno-spożywczej zasiedli do merytorycznej debaty. Padły mocne słowa o klauzulach bezpieczeństwa „szytych na ostatnią chwilę”, o asymetrii standardów weterynaryjnych i o tym, że sektor spożywczy to jedyna branża w Polsce generująca stale dodatnie saldo handlowe, a mimo to wciąż niedoceniana. Przeczytaj relację z debaty, która pokazuje, jak wysoka jest to stawka i dlaczego właśnie teraz trzeba zadawać trudne pytania.

Targi WorldFood Poland co roku gromadzą ludzi, którzy realnie decydują o kierunku polskiego sektora rolno-spożywczego – producentów, przetwórców, przedstawicieli organizacji branżowych i polityków. 14 kwietnia 2026 roku przy jednym stole zasiedli eksperci, którym temat umów handlowych Unii Europejskiej jest wyjątkowo bliski i to nie tylko w teorii, ale w codziennej praktyce prowadzenia biznesu.

Debata została zorganizowana przez Polską Federację Producentów Żywności Związek Pracodawców (PFPŻ ZP), a jej temat – „Wyzwania w zakresie konkurencyjności sektora rolno-spożywczego w świetle nowych umów handlowych UE” – od razu pokazał, że rozmowa będzie dotyczyć spraw kluczowych dla przyszłości polskiej żywności. W debacie wzięli udział: Czesław Siekierski, były minister rolnictwa i rozwoju wsi, Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności – Związku Pracodawców, Marcin Hydzik, prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka, oraz Jerzy Rej, przewodniczący rady Związku Polskie Mięso.

Rozmowa była bardzo konkretna. Padły liczby, cytaty z unijnych dokumentów i szczere oceny tego, co nie działa. WorldFood Poland to właśnie takie miejsce, gdzie branża nie tylko prezentuje, co ma do zaoferowania, lecz także głośno mówi, czego potrzebuje i czego się obawia.

Spis treści

🟢 Wolny handel – szansa czy zagrożenie? Branża odpowiada
🟢 Mercosur, Ukraina, Indie, Australia – każda umowa to osobna historia
🟢 Standardy unijne – atut czy bariera?
🟢 Polski sektor spożywczy – siła, której nie widać w polityce
🟢 Co musi się zmienić? Postulaty branży pod adresem rządu i UE
🟢 Podsumowanie. Co oznacza ta debata dla przyszłości polskiej żywności?

Wolny handel – szansa czy zagrożenie? Branża odpowiada

„Zanim zaprosisz gości, posprzątaj dom” – o co naprawdę chodzi w umowach handlowych?

Umowy o wolnym handlu, z angielska zwane FTA, to porozumienia, w których dwa kraje lub grupy krajów umawiają się na zniesienie lub obniżenie ceł i innych barier w wymianie towarów. Unia Europejska zawiera je od dekad i ma w tym interes, ponieważ europejskie firmy potrzebują rynków zbytu, a gospodarka unijna jest zbyt duża, żeby zamknąć się na świat. Dziś takich umów jest już około 48-49. I tu zaczyna się problem.

Andrzej Gantner otworzył debatę obrazowym porównaniem.

Zacznę od takiej prostej zasady, która u nas na Lubelszczyźnie obowiązuje, nie wiem jak w innych rejonach naszego pięknego kraju. Zasada mówi tak: zanim się zaprosi gości do domu, to trzeba go dobrze posprzątać, czyli trzeba się dla nich dobrze przygotować – powiedział.

I zaraz dodał, że właśnie tego przygotowania najbardziej brakuje. Nie sam wolny handel jest problemem. Problem w tym, że sektor rolno-spożywczy wchodzi w kolejne umowy bez realnego zabezpieczenia swojej pozycji konkurencyjnej. Handel działa w dwie strony – albo my do nich sprzedajemy, albo oni do nas. Żeby to pierwsze miało sens, musimy być w stanie konkurować ceną i jakością. A z tym, zdaniem Gantnera, jest coraz gorzej głównie przez rosnące koszty wynikające z nadregulacji i zbyt ambitnych planów środowiskowych.

48 umów i co z tego wynika – kumulacja kontyngentów jako ukryte ryzyko

Marcin Hydzik, prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka, spojrzał na problem od strony liczb. Branża mleczarska jest proeksportowa z definicji – 30% produkcji musi trafić za granicę. 72% tego eksportu zostaje w Unii Europejskiej, z czego sam rynek niemiecki pochłania 20%. To pokazuje, jak bardzo polska branża mleczarska jest spleciona z rynkiem wewnętrznym UE. I właśnie dlatego każda nowa umowa handlowa, która wpuszcza na ten rynek kolejnych dostawców, ma bezpośrednie przełożenie na pozycję polskich firm.

Hydzik zwrócił uwagę na coś, co łatwo przeoczyć przy analizie pojedynczych umów.

Każda z nich, jeżeli się złoży z inną do kupy, za przeproszeniem, to zaczyna być problem – powiedział.

Kontyngenty przyznane w ramach jednej umowy wydają się małe. Ale przy czterdziestu kilku umowach te małe kontyngenty sumują się w potężny strumień towarów napływających na rynek unijny. I nagle polscy producenci konkurują już nie z jednym nowym graczem, ale z dziesiątkami równocześnie, na własnym podwórku.

Mercosur, Ukraina, Indie, Australia – każda umowa to osobna historia

Mercosur – wołowina z Ameryki Południowej na europejskim talerzu

Umowa z krajami Mercosuru – Brazylią, Argentyną, Urugwajem i Paragwajem – to jeden z najbardziej gorących tematów w europejskim rolnictwie od kilku lat. Chodzi o dostęp do rynku unijnego dla południowoamerykańskiej wołowiny produkowanej w warunkach, które trudno porównać z europejskimi.

Jerzy Rej ze Związku Polskie Mięso postawił sprawę wprost. W Polsce każde zwierzę jest kolczykowane i chipowane praktycznie od urodzenia, paszport idzie za nim przez całe życie. W Argentynie bydło przeznaczone na eksport zgłaszane jest służbom weterynaryjnym dopiero na czterdzieści dni przed planowanym wywozem.

To jest kompletnie różny świat – powiedział Rej – i nagle mamy z tymi innymi światami konkurować.

Jego postulat jest prosty: albo kontrole zaczynają się tam, u eksportera, albo muszą być tu tak szczegółowe, że każda wątpliwa partia zostanie zawrócona. Bo jedno jest pewne, że kilka głośnych przypadków odesłania towaru bardzo szybko moderuje zachowania eksporterów.

Czy klauzule ochronne wpisane w umowę z Mercosurem cokolwiek zmieniają? Zdania były podzielone. Andrzej Gantner mówił wprost, że nie można akceptować klauzul bezpieczeństwa szytych na ostatnią chwilę, pod politycznym zamówieniem. Bezpieczeństwo żywności to fundament systemu, nie zwykły dodatek do umowy handlowej.

Ukraina – partner czy konkurent?

Ukraina to przypadek zupełnie inny niż Mercosur. Tu nie chodzi o odległego dostawcę z innego kontynentu. To nasz bezpośredni sąsiad, kraj z olbrzymim potencjałem rolniczym i, co ważne, z wyraźną strategią dostosowywania się do unijnych standardów. Robią to konsekwentnie i z sukcesem. Andrzej Gantner ocenił sytuację bez ogródek.

Oni doskonale wiedzą, że albo nas zmiotą z naszego wewnętrznego rynku, albo nas zmiotą z naszych rynków eksportowych. W tej umowie nie będzie powiedziane, że do Belgii mogą tyle, a do Polski tyle. Będą wchodzili tam, gdzie im się najbardziej opłaci, gdzie są największe rynki i to nas bardzo mocno zaboli, bo my tam jesteśmy. Rolnictwo to nie jest tylko czysta ekonomia. Co będzie, kiedy przy zbytniej ekspansji importu zabijemy sobie częściowo naszą produkcję? – powiedział.

To nie jest czarnowidztwo. To ocena sytuacji przez kogoś, kto śledzi ukraiński sektor rolny od lat. Ukraina nie będzie czekać. Wejdzie tam, gdzie jest najbardziej opłacalnie, a Polska jako duży rynek ze sprawnie działającą siecią dystrybucji jest dla nich naturalnym celem.

Minister Siekierski dodał do tego wątek, który w debacie publicznej rzadko się pojawia. Za mało, jego zdaniem, myślimy o tym, co się stanie, gdy Ukraina realnie wejdzie do Unii. To nie będzie akcesja taka jak polska, bo Ukraina robi postępy szybciej i w innych warunkach geopolitycznych. Tymczasem nikt poważnie nie przygotowuje polskiego sektora na ten scenariusz.

Indie i Australia – rynki z potencjałem, bariery w praktyce

Nie każda umowa handlowa oznacza natychmiastowe zagrożenie. Czasem geografia i wzajemne interesy układają się tak, że sprawa jest po prostu neutralna. Tak wygląda sytuacja z Indiami z perspektywy polskiego mleczarstwa. Indie to największy producent mleka na świecie – 25% globalnej produkcji, głównie bawole. Ale Indie bardzo szczelnie chronią swój rynek i na żadną realną wymianę handlową z UE się nie otwierają. Jak podsumował Hydzik: my nie otwieramy, oni nie otwierają, sprawa załatwiona.

Australia to zupełnie inna historia i przykład, który w debacie wrócił kilka razy. Australijczycy chętnie mówią o otwieraniu rynku na europejskie kontyngenty mięsne, ale gdy przychodzi do szczegółów, pojawia się argument o ASF, czyli afrykańskim pomorze świń. Polska od lat stosuje regionalizację, która pozwala eksportować z obszarów wolnych od choroby. Australijczycy tego nie uznają.

Prosty sposób – mówił Rej – mówią: tak, otwieramy się, ale wy macie ASF. To klasyczna bariera pozataryfowa w ładnym opakowaniu.

Ale jest też druga strona tego medalu. Rej podkreślał wyraźnie, że należy próbować, bo ta gra toczy się w dwie strony. W ostatnim czasie polska wołowina weszła na rynek koreański i filipiński. To rynki olbrzymie i bardzo perspektywiczne. Polska też chce wchodzić na inne rynki. I właśnie dlatego, zdaniem Reja, zamykanie się na umowy handlowe tylko dlatego, że niosą ryzyko, byłoby błędem. Trzeba ryzyko ograniczać, a nie uciekać od handlu.

uczestnicy debaty worldfood poland na scenie

Standardy unijne – atut czy bariera?

Europejska żywność jako globalny certyfikat jakości

Unijna żywność ma na świecie dobrą markę. Andrzej Gantner przywołał przykład, który dobrze to ilustruje.

– Kiedy byłem w Japonii na misji gospodarczej, do tamtejszych partnerów przemawiało jedno: Unia Europejska produkuje bezpieczną żywność, „Fukushima free” – powiedział.

To był argument, który otwierał drzwi do rozmów handlowych. Japończycy, wyjątkowo wymagający jeśli chodzi o bezpieczeństwo żywności, traktowali europejskie pochodzenie produktu jako rodzaj gwarancji.

Ten kapitał budowały lata restrykcyjnych norm, kontroli i kosztów, które ponoszą europejscy producenci. To nie jest coś, co można odtworzyć w rok. I właśnie dlatego Gantner bił na alarm – jeśli Unia zbyt szybko otworzy się na dostawców działających według innych standardów, straci ten atut podwójnie. Raz, bo na rynek wejdą tańsze produkty. Dwa, bo zaufanie do europejskiej żywności jako takiej zacznie się kruszyć. A tego nie da się odbudować żadną kampanią promocyjną.

Klauzule bezpieczeństwa – realna ochrona czy polityczny ornament?

Komisja Europejska zapewnia, że nowe umowy handlowe zawierają klauzule bezpieczeństwa sanitarnego i weterynaryjnego. Branża podchodzi do tych zapewnień z rezerwą. Gantner powiedział:

Dziwię się, że te klauzule są ustanawiane w ostatniej chwili jakby trochę ratunkowo, żeby uspokoić nastroje. Jeśli popatrzymy czego dotyczą, a dotyczą rzeczy podstawowych i fundamentalnych, bezpieczeństwa żywności, to nie może być rzecz, którą ktoś robi w ostatniej chwili, bo ktoś tam się zbuntował, wylał trochę mleka. Bezpieczeństwo żywności jest podstawą funkcjonowania systemu żywnościowego w Unii Europejskiej.

Do tego dochodzi kwestia egzekwowania tych klauzul w praktyce. Unia dysponuje systemem RASFF, czyli systemem szybkiego ostrzegania o niebezpiecznej żywności, który działa i wychwytuje problemy. Ale RASFF reaguje na to, co już weszło na rynek. Pytanie brzmi, czy przy nowej skali importu ten mechanizm wystarczy, czy powinniśmy inwestować w kontrolę u źródła, zanim towar w ogóle dotrze do Europy.

Polska jest krajem przygranicznym, zewnętrzną granicą Unii. Gantner wprost zapytał:

Nie słyszałem, żeby Unia zainwestowała potężne pieniądze, żeby naszą urzędową kontrolę żywności znacząco wzmocnić.

To nie jest zarzut pod adresem polskich służb tylko pytanie o priorytety unijnej polityki handlowej. Minister Siekierski dodał do tego kontekst instytucjonalny, ponieważ przez lata w Parlamencie Europejskim komisja rolnictwa regularnie przegrywała swoje postulaty z komisją handlu. Ta druga patrzyła na całość bilansu handlowego i globalną strategię. Rolnicy i przetwórcy byli w tej układance elementem do wyważenia, nie wartością chronioną.

Przegrywaliśmy w komisji handlu, bo komisja handlu patrzyła globalnie i zawsze miałem zarzut: wy tylko patrzycie poprzez pryzmat rolników. No oczywiście taka była nasza rola jako komisji, ale stąd tak ważna jest ta współpraca, spójność: rolnictwo, surowce, przetwórstwo, handel, ale także eksport, bo wymogi w eksporcie są głównie związane z jakością, z kosztami, ale także są związane z umiejętnościami, infrastrukturą, ubezpieczeniami, powiązaniami rynkowymi. Sektor rolno-spożywczy, mówię o rolnictwie i o przetwórstwie, stał się naszą chlubą.

Polski sektor spożywczy – siła, której nie widać w polityce

16% PKB i jedyne dodatnie saldo handlowe. Wciąż niedoceniany sektor

Rolnictwo i przetwórstwo to razem 16% polskiego PKB. I zarazem jedyna branża, która od lat konsekwentnie generuje dodatnie saldo handlowe. Żaden inny sektor polskiej gospodarki nie może się tym pochwalić.

A mimo to przetwórstwo traktowane jest w debacie publicznej jak zaplecze rolnictwa, nie jak samodzielna siła gospodarcza. Andrzej Gantner powiedział wprost: „Czas najwyższy się nad tym pochylić”. To nie był slogan tylko diagnoza stanu, w którym branża generująca miliardy eksportu wciąż musi walczyć o własne miejsce przy stole.

Konkretne liczby? Marcin Hydzik podał je z własnego podwórka. 4 miliardy euro wartości eksportu polskich produktów mleczarskich i ta liczba stale rośnie. Co ważne, zmienia się też struktura tego eksportu. Zamiast proszków i masła coraz więcej serów i produktów wysokoprzetworzonych – a więc wyższe marże, mniejsza podatność na cenową wojnę z zewnętrznymi dostawcami.

Koncentracja, skala, dyplomacja gospodarcza – trzy filary eksportowej przyszłości

Minister Siekierski wskazał Holandię jako model wart studiowania. Holendrzy eksportują nawet to, czego sami nie produkują, bo handel traktują jako oddzielną kompetencję, a nie naturalną konsekwencję produkcji. To sztuka, którą budowali latami i która dziś im procentuje.

W Polsce ten element kuleje. Siekierski mówił otwarcie o potrzebie odbudowy dyplomacji gospodarczej i o tym, że część dyplomatów wstydzi się reprezentowania branży spożywczej. Brzmi absurdalnie, ale oddaje realne zjawisko. Jeden z najsilniejszych sektorów eksportowych nie zawsze ma odpowiednie wsparcie instytucjonalne za granicą.

Do tego dochodzi kwestia skali. Duże kontrakty eksportowe wymagają albo dużych podmiotów, albo skoordynowanych działań tych mniejszych. Postulat integracji pionowej rolników z przetwórstwem wraca od lat i od lat pozostaje bardziej hasłem niż praktyką. Bez niej trudno o siłę negocjacyjną, a bez siły negocjacyjnej trudno wejść na wymagające rynki azjatyckie czy południowoamerykańskie na własnych warunkach.

uczestnicy debaty worldfood poland na scenie

Co musi się zmienić? Postulaty branży pod adresem rządu i UE

Stop regulacyjny i deregulacja – pięć postulatów Andrzeja Gantnera

Andrzej Gantner zamknął debatę pięcioma postulatami i zaznaczył, że wszystkie są do zrealizowania w ciągu roku. Żaden nie wymaga rewolucji. Każdy wymaga politycznej woli.

  1. Prawdziwa deregulacja – mierzona realnymi oszczędnościami firm, nie liczbą uchylonych przepisów.
  2. Stop nowym regulacjom zwiększającym koszty – żadnych nowych obciążeń, dopóki obecne nie zostaną przepracowane.
  3. Regulacje unijne tworzone w drodze konsensusu – nie narzucane odgórnie przez resorty bez wiedzy o specyfice bezpieczeństwa żywności.
  4. Uznanie przetwórstwa za pierwszoplanowy element gospodarki – sektor z 16% PKB i jedynym dodatnim saldem handlowym zasługuje na więcej niż epizodyczną uwagę przy okazji protestów.
  5. Wsparcie państwa dla eksportu – w obszarze promocji, ubezpieczeń i dyplomacji gospodarczej.

Branża mięsna idzie jeszcze dalej. Jerzy Rej postuluje o co najmniej dwuletnie moratorium na wprowadzanie jakichkolwiek nowych przepisów. Firmy potrzebują stabilności prawnej, żeby w ogóle planować, a nieprzewidywalność regulacyjna jest dziś jednym z poważnych hamulców rozwoju.

Marcin Hydzik skierował swój apel wprost pod adresem krajowego ustawodawcy: „Sami siebie nie dobijajmy”. Miał na myśli projekt rozszerzonej odpowiedzialności producenta, forsowany przez Ministerstwo Klimatu. W mleczarstwie, gdzie marże są bardzo niskie, każdy dodatkowy koszt uderza w konkurencyjność. Nie można jednocześnie walczyć z zagraniczną konkurencją i krajowymi przepisami, które podbijają własne koszty.

Departament przetwórstwa, dyplomacja, koncentracja – agenda ministra Siekierskiego

Siekierski przyznał z żalem, że nie zdążył powołać departamentu przetwórstwa i handlu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. A potrzeba takiej jednostki jest oczywista, bo ktoś musi koordynować działania na styku produkcji rolnej, przetwórstwa i eksportu. Dziś tego brakuje, a skutkiem jest rozproszenie i brak spójnej strategii.

Mocniejsza była jednak jego uwaga o organizacji sektora. „Jesteście rozgrywani przez wielkie platformy handlowe, jeśli nie jesteście zorganizowani” – to zdanie, które powinno wybrzmieć głośniej niż padło. Sieci handlowe i globalne platformy zakupowe mają rosnącą siłę przetargową wobec dostawców, a jedynym skutecznym kontrargumentem jest zbiorowe działanie izb, federacji i związków branżowych mówiących jednym głosem.

Puenta ministra była prosta: rząd musi wspierać, bronić i podpowiadać, a nie wyręczać i nie przeszkadzać, ale też nie zostawiać sektora samemu sobie w starciu z graczami, których budżety promocyjne i sieci relacji handlowych są nieporównywalne z możliwościami pojedynczych polskich firm.

Podsumowanie. Co oznacza ta debata dla przyszłości polskiej żywności?

Wolny handel jest nieuchronny. Wszyscy uczestnicy debaty byli co do tego zgodni. Niezależnie od tego, czy reprezentowali mięso, mleczarstwo, czy szerzej rozumiany przemysł spożywczy. Polska żywność potrzebuje rynków zagranicznych, a rynki zagraniczne wymagają umów. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „jak” – jak się przygotować, zanim strumień importu z Ameryki Południowej, Ukrainy czy Australii uderzy z pełną siłą, zanim klauzule bezpieczeństwa zostaną sprawdzone w boju i zanim okaże się, że kontrole graniczne są za słabe, a dyplomacja gospodarcza za cicha.

Przez całą debatę przewijały się te same trzy wątki. Pierwszy: konkurencyjność kosztowa – bez niej żadna umowa nie jest szansą, bo nie ma kogo wysłać na nowe rynki. Drugi: standardy jakości – to kapitał budowany przez dekady, który Unia Europejska może stracić szybciej, niż myśli, jeśli będzie podpisywać umowy szybciej, niż jest w stanie je kontrolować. Trzeci: siła organizacyjna sektora, bo pojedyncze firmy, nawet duże, są bezsilne wobec globalnych platform handlowych, unijnych komisji handlu i zagranicznych rządów dysponujących poważnym aparatem dyplomatycznym.

Polski sektor rolno-spożywczy ma czym walczyć. 16% PKB, jedyne trwałe dodatnie saldo handlowe w całej gospodarce, 4 miliardy euro eksportu samego mleczarstwa, rosnąca obecność na rynkach koreańskim, filipińskim, indyjskim. To nie jest sektor w odwrocie tylko to sektor, który potrzebuje odpowiedniego zaplecza instytucjonalnego, aby utrzymać tempo. Departament przetwórstwa w ministerstwie, odbudowana dyplomacja gospodarcza, moratorium regulacyjne i realna deregulacja mierzona w złotówkach oszczędności, nie w liczbie uchylonych paragrafów. To postulaty możliwe do zrealizowania. Brakuje decyzji.

WorldFood Poland to coroczne targi oraz forum, gdzie branża nie tylko prezentuje produkty, lecz także stawia pytania, których nie sposób zadać w innych okolicznościach. Gdzie minister siada przy stole z prezesem mleczarni i przewodniczącym rady związku mięsnego. Gdzie pada zdanie: „Jesteście rozgrywani, jeśli nie jesteście zorganizowani” i ktoś je słyszy. Właśnie po to tu przyjeżdżamy.

Chcesz być częścią tej rozmowy w przyszłym roku? Zarejestruj się jako wystawca lub odwiedzający WorldFood Poland i dołącz do społeczności, która napędza polski eksport żywnościowy.